poniedziałek, 8 października 2012

Prolog

 Muzyka - coś bez czego praktycznie nie dałoby się żyć. Gitara była jak chłopak. Zawsze gdy miałam zły humor sięgałam właśnie po nią. Moje palce zwinnie poruszały się po strunach. Brzdęk uspokajał mnie. Moja mama cieszyła się, że mam jakąś pasję. To właśnie ona i tata zaszczepili we mnie miłość do gitary. Jak byłam mała, zawsze w Wigilie siadaliśmy przy kominku. Tata grał na gitarze piękne kolędy, a ja z mamą śpiewałyśmy. Teraz nie mamy na to czasu. Rodzice ciągle zabiegani, wyjeżdżają to tu, to tam. Gdy budzę się rano, nikogo już w domu nie ma. Zawsze zostawiają kartkę typu 'W lodówce masz kanapki, masz tu pieniądze kup sobie coś na obiad. Kochamy cię . xx'. Zawsze coś, ale wolałabym aby byli tu ze mną. Zazwyczaj wracali strasznie późno. Bolało mnie to, że dla nich ważniejsza jest praca w wielkim przedsiębiorstwie niż własna, rodzona córka. Wszystko zaczęło się gdy miałam 11 lat, teraz mam 17. Już od sześciu lat jest tak. Praca-dom, dom-praca. I tak w kółko. W sumie z jednej strony to dobrze. Lecz z drugiej nie za fajnie. No więc żeby nie przesiadywać cały dzień w domu, postanowiłam zapisać się na lekcje gry na gitarze. Co prawda lekcje tam trochę kosztowały, ale przecież rodzice codziennie zostawiali trochę pieniędzy. Dlaczego akurat ta szkoła? Słyszałam, że osoby które się tam uczyły, są na naprawdę wysokim poziomie. Moim marzeniem jest nagrać swoją piosenkę. Jak mówiła moja babcia: 'Bozia głosu ci też nie żałowała'. Uwielbiałam przed nią występować. Dzięki jej pochwałom, wyrastały mi niewidzialne skrzydła.

__________________________________________________________
Hej jestem Julia. Z góry przepraszam za wszystkie błędy. Jeśli chcesz być
poinformowana o nowych rozdziałach, daj swojego twittera w komentarzu.